1500 firm transportowych zniknęło. Branża grozi protestami
Ponad 1,5 tys. polskich firm transportowych zamknęło działalność od początku 2024 r. Branża zapowiada interwencję w ministerstwie i protesty jesienią.
Polska branża transportowa przeżywa jeden z najtrudniejszych okresów w swojej historii. Od początku 2024 roku z rynku zniknęło ponad 1500 przedsiębiorstw przewozowych, a tylko w pierwszych czterech miesiącach bieżącego roku działalność zakończyło blisko 500 kolejnych firm. Dane te pochodzą ze Związku Transport i Logistyka Polska i rysują alarmujący obraz całego sektora.
Skala problemu: ponad 3 proc. firm mniej w dwa lata
Jeszcze kilka lat temu liczba firm transportowych w Polsce systematycznie rosła. Dziś trend wyraźnie się odwrócił — od ubiegłego roku liczba aktywnych przewoźników skurczyła się o ponad 3,3 proc. Co istotne, problemy dotykają zarówno największych graczy dysponujących setkami pojazdów, jak i najmniejszych jednoosobowych działalności.
— Przedsiębiorstwa znikają z rynku często po cichu — mówi Maciej Wroński, prezes Związku Transport i Logistyka Polska. — Jeszcze niedawno obserwowaliśmy wzrosty, dziś mamy do czynienia z cichą erozją całego sektora — dodaje.
Przedstawiciele branży zapowiadają, że w najbliższych dniach spotkają się z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury, domagając się szybkich działań ze strony rządu. Jeśli rozmowy nie przyniosą efektów, nie wykluczają zorganizowania protestów jesienią tego roku.
Dwa główne problemy: biurokracja i brak kierowców
Eksperci wskazują dwa kluczowe czynniki odpowiedzialne za zapaść w branży: nadmiar procedur administracyjnych oraz pogłębiający się niedobór kierowców zawodowych.
Biurokracja dusi małych przewoźników
Jednym z najbardziej uciążliwych wymogów dla małych firm jest obsługa Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Duże przedsiębiorstwa mogą pozwolić sobie na outsourcing tego typu zadań, jednak właściciele kilku ciężarówek często nie mają ani czasu, ani środków, by zlecać obsługę administracyjną na zewnątrz.
— Zaczynamy być tym umęczeni, wbrew hasłom deregulacji — komentuje wprost Maciej Wroński. Jego słowa oddają nastroje panujące w całym środowisku przewoźników, którzy od lat postulują uproszczenie przepisów, a zamiast tego mierzą się z kolejnymi obowiązkami formalnymi.
Dramatyczny spadek liczby zagranicznych kierowców
Równie poważnym wyzwaniem jest kurczący się zasób pracowników za kierownicą. Z danych Związku Transport i Logistyka Polska wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat liczba zagranicznych kierowców zatrudnionych w polskich firmach zmniejszyła się o prawie 16 tysięcy osób. To ogromna luka kadrowa, której krajowy rynek pracy nie jest w stanie szybko wypełnić.
Problemem pozostają przede wszystkim długotrwałe procedury administracyjne związane z wydawaniem zezwoleń na pracę dla doświadczonych kierowców spoza Unii Europejskiej. Nawet jeśli kandydat posiada odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie, czas oczekiwania na formalną zgodę skutecznie zniechęca zarówno pracodawców, jak i potencjalnych pracowników.
Rząd deklaruje działania, branża czeka na efekty
Wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec zapewnił, że rząd pracuje nad rozwiązaniami mającymi zwiększyć dostępność zawodu kierowcy. Jednym z rozważanych kroków jest obniżenie wieku uprawniającego do uzyskania prawa jazdy kategorii C i CE, co pozwoliłoby młodszym osobom szybciej wejść na rynek pracy w transporcie.
Jednak zdaniem przedstawicieli branży te działania to za mało i za wolno. Szczególną nadzieję wiązano z rozporządzeniem wpisującym kierowcę ciężarówki na listę zawodów deficytowych — taki status ułatwiłby i przyspieszył zatrudnianie pracowników z zagranicy. Niestety, prace nad tym dokumentem utknęły na etapie konsultacji i jak dotąd nie weszły w życie.
Przewoźnicy zapowiadają, że interwencja w ministerstwie ma właśnie przyspieszyć zakończenie tych prac legislacyjnych.
Gospodarcze konsekwencje mogą być odczuwalne dla wszystkich
Branża transportowa to jeden z filarów polskiej gospodarki. Polska jest największym drogowym przewoźnikiem towarów w Unii Europejskiej, a krajowe firmy obsługują znaczną część handlu wewnątrz Wspólnoty. Dalszy odpływ przedsiębiorstw z rynku może oznaczać wyższe koszty logistyki, dłuższe terminy dostaw i w konsekwencji wzrost cen towarów dla końcowych odbiorców.
Reprezentanci sektora ostrzegają wprost: jeśli rząd nie zareaguje wystarczająco szybko, negatywne skutki odczuje nie tylko transport, ale cała polska gospodarka. Jesień może przynieść pierwsze widoczne protesty — i realne utrudnienia dla łańcuchów dostaw.
Czas na działanie jest teraz. Każdy miesiąc zwłoki to kolejne kilkadziesiąt firm, które po cichu gasną światło i zamykają bramy.
Na podstawie: Business Insider Polska. Tekst opracowany redakcyjnie.