Polska bez oligarchii. Jak się to stało wbrew trendom Europy Wschodniej
Polska jednym z nielicznych krajów byłego bloku wschodniego bez potężnej oligarchii. Jak przepisy z lat 80.
Polska wyróżnia się na tle krajów byłego bloku wschodniego tym, że nigdy nie wykształciła się tu potężna oligarchia, która kontrolowałaby zarówno gospodarkę, jak i politykę. Podczas gdy Rosja, Ukraina czy Białoruś doświadczyły gwałtownej koncentracji bogactwa w rękach kilkudziesięciu osób powiązanych z władzą, polska transformacja gospodarcza przebiegła inaczej.
Porównanie majątków oligarchów z sąsiednich krajów pokazuje skalę różnicy. Władimir Potanin z Rosji dysponuje majątkiem szacowanym na 30 miliardów dolarów, Roman Abramowicz na 9 miliardów, a Rinat Achmetow z Ukrainy na 8 miliardów dolarów. W Polsce nie ma postaci porównywalne do tych gigantów biznesu.
Jak powstają oligarchie — model wschodnioeuropejski
Fenomen oligarchii na terenie byłego ZSRR i krajów satelickich wiąże się z transformacją nomenklaturowej elity. W latach 80. członkowie aparatu partyjnego PRL zakładali własne spółki, wykorzystując dostęp do zasobów i informacji. Jednak w Polsce proces ten przebiegł odmiennie niż na Wschodzie.
Kluczową rolę odegrały przepisy z 1981 roku, które przyznały pracownikom znaczące uprawnienia właścicielskie w przedsiębiorstwach. To rozwiązanie, choć wprowadzone jeszcze za komunizmu, miało długofalowe konsekwencje. Kiedy w 1990 roku wdrażano nowe przepisy ułatwiające przejmowanie firm przez pracowników, podstawy do rozproszonej własności były już zakorzenione.
Związki zawodowe odegrały w tym procesie rolę, którą trudno przecenić. W krajach byłego bloku wschodniego transformacja własnościowa przebiegała szybko i niekontrolowanie, z korzyścią dla wąskiej grupy. W Polsce siła związków zawodowych wymusiła bardziej demokratyczne podejście do przejęcia majątku przedsiębiorstw.
Czy powiązania polityczne pomagały czy przeszkadzały?
Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Warszawskim w latach 2002–2018 analizowały 266 osób znalezionych na listach najbogatszych Polaków. Wyniki były zaskakujące: zaledwie 5 procent z nich miało potwierdzone powiązania polityczne. Dla porównania — w krajach oligarchicznych liczba ta sięga dziesiątek procent.
Jeszcze bardziej wymowna jest korelacja między powiązaniami a sukcesem biznesowym. Osoby z bezpośrednimi kontaktami do władzy miały o 20–30 procent niższe prawdopodobieństwo awansu w rankingu najbogatszych. To zjawisko całkowicie odwrotne do tego, co obserwujemy w Rosji czy Ukrainie.
Byłe członkostwo w PZPR lub pełnienie roli tajnego współpracownika zwiększało ryzyko wypadnięcia z listy miliarderów o 79 procent. Oznacza to, że polska elita gospodarcza zdystansowała się od komunistycznej przeszłości, zamiast na niej budować imperium biznesowe.
| Wskaźnik | Wartość |
|---|---|
| Osób na listach najbogatszych (2002–2018) | 266 |
| Z powiązaniami politycznymi | 5% |
| Spadek szans na awans przy powiązaniach | 20–30% |
| Ryzyko wypadnięcia (były PZPR/TW) | 79% wyższe |
| Majątek z prywatyzacji | 7% |
Rola prywatyzacji — inaczej niż na Wschodzie
Prywatyzacja w Polsce nie stała się narzędziem transferu majątku do wąskiej grupy. Zaledwie 7 procent bogactwa najbogatszych Polaków pochodzi z procesów prywatyzacyjnych. To wskaźnik fundamentalnie różny od krajów, gdzie oligarchowie wzbogacili się na przejęciu państwowych przedsiębiorstw za ułamek ich wartości.
Choć zdarzały się przypadki, w których politycy próbowali wykorzystać prywatyzację dla osobistych korzyści — jak chociażby zaangażowanie w sprawy Orlenu czy umowy ZUS-u — nigdy nie przerodziło się to w systemowy model oligarchii. Każdy taki przypadek napotykał opór instytucji, mediów i opinii publicznej.
Co to oznacza dla Polski
Brak oligarchii w Polsce to rezultat specyficznych warunków historycznych i instytucjonalnych. Przepisy z 1981 roku, które wydawały się tylko przystosowaniem systemu komunistycznego, okazały się fundamentem rozproszonej własności. Silne związki zawodowe, choć dziś krytykowane, w latach transformacji pełniły funkcję ochronną — uniemożliwiały szybkie przejęcie majątku przez nomenklaturę.
Polska gospodarka wygrała na tym długoterminowo. Model, w którym sukces biznesowy nie zależy od powiązań politycznych, a oligarchowie nie kontrolują mediów ani aparatu państwowego, sprzyja zdywersyfikowanemu rynkowi i konkurencji. Badania pokazują, że powiązania polityczne w Polsce są raczej obciążeniem niż atutem — stanowią sygnał dla rynku, że dana osoba buduje majątek dzięki przywilejom, a nie kompetencjom.
To nie oznacza, że polska gospodarka jest wolna od wpływów politycznych czy nepotyzmu. Jednak skala i systemowość oligarchii obserwowanej na Wschodzie nigdy tu się nie zakorzenił.
Na podstawie: forbes.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.