Wydanie czwartek, 10 września 2026
Gospodarka, która napędza Polskę
Niezależny serwis informacyjny
Biz Dziennik Gospodarka, która napędza Polskę
Czytasz najnowsze wydanie
Biz Dziennik
Gospodarka

Polska bez oligarchii. Jak się to stało wbrew trendom Europy Wschodniej

Polska jednym z nielicznych krajów byłego bloku wschodniego bez potężnej oligarchii. Jak przepisy z lat 80.

Autor: Katarzyna Mrózek, 10 września 2026
The Polish national flag waving prominently against a cloudy sky, showcasing patriotic pride.
Fot. SHOX ART / Pexels · Pexels License

Polska wyróżnia się na tle krajów byłego bloku wschodniego tym, że nigdy nie wykształciła się tu potężna oligarchia, która kontrolowałaby zarówno gospodarkę, jak i politykę. Podczas gdy Rosja, Ukraina czy Białoruś doświadczyły gwałtownej koncentracji bogactwa w rękach kilkudziesięciu osób powiązanych z władzą, polska transformacja gospodarcza przebiegła inaczej.

Porównanie majątków oligarchów z sąsiednich krajów pokazuje skalę różnicy. Władimir Potanin z Rosji dysponuje majątkiem szacowanym na 30 miliardów dolarów, Roman Abramowicz na 9 miliardów, a Rinat Achmetow z Ukrainy na 8 miliardów dolarów. W Polsce nie ma postaci porównywalne do tych gigantów biznesu.

Jak powstają oligarchie — model wschodnioeuropejski

Fenomen oligarchii na terenie byłego ZSRR i krajów satelickich wiąże się z transformacją nomenklaturowej elity. W latach 80. członkowie aparatu partyjnego PRL zakładali własne spółki, wykorzystując dostęp do zasobów i informacji. Jednak w Polsce proces ten przebiegł odmiennie niż na Wschodzie.

Kluczową rolę odegrały przepisy z 1981 roku, które przyznały pracownikom znaczące uprawnienia właścicielskie w przedsiębiorstwach. To rozwiązanie, choć wprowadzone jeszcze za komunizmu, miało długofalowe konsekwencje. Kiedy w 1990 roku wdrażano nowe przepisy ułatwiające przejmowanie firm przez pracowników, podstawy do rozproszonej własności były już zakorzenione.

Związki zawodowe odegrały w tym procesie rolę, którą trudno przecenić. W krajach byłego bloku wschodniego transformacja własnościowa przebiegała szybko i niekontrolowanie, z korzyścią dla wąskiej grupy. W Polsce siła związków zawodowych wymusiła bardziej demokratyczne podejście do przejęcia majątku przedsiębiorstw.

Czy powiązania polityczne pomagały czy przeszkadzały?

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Warszawskim w latach 2002–2018 analizowały 266 osób znalezionych na listach najbogatszych Polaków. Wyniki były zaskakujące: zaledwie 5 procent z nich miało potwierdzone powiązania polityczne. Dla porównania — w krajach oligarchicznych liczba ta sięga dziesiątek procent.

Jeszcze bardziej wymowna jest korelacja między powiązaniami a sukcesem biznesowym. Osoby z bezpośrednimi kontaktami do władzy miały o 20–30 procent niższe prawdopodobieństwo awansu w rankingu najbogatszych. To zjawisko całkowicie odwrotne do tego, co obserwujemy w Rosji czy Ukrainie.

Byłe członkostwo w PZPR lub pełnienie roli tajnego współpracownika zwiększało ryzyko wypadnięcia z listy miliarderów o 79 procent. Oznacza to, że polska elita gospodarcza zdystansowała się od komunistycznej przeszłości, zamiast na niej budować imperium biznesowe.

WskaźnikWartość
Osób na listach najbogatszych (2002–2018)266
Z powiązaniami politycznymi5%
Spadek szans na awans przy powiązaniach20–30%
Ryzyko wypadnięcia (były PZPR/TW)79% wyższe
Majątek z prywatyzacji7%

Rola prywatyzacji — inaczej niż na Wschodzie

Prywatyzacja w Polsce nie stała się narzędziem transferu majątku do wąskiej grupy. Zaledwie 7 procent bogactwa najbogatszych Polaków pochodzi z procesów prywatyzacyjnych. To wskaźnik fundamentalnie różny od krajów, gdzie oligarchowie wzbogacili się na przejęciu państwowych przedsiębiorstw za ułamek ich wartości.

Choć zdarzały się przypadki, w których politycy próbowali wykorzystać prywatyzację dla osobistych korzyści — jak chociażby zaangażowanie w sprawy Orlenu czy umowy ZUS-u — nigdy nie przerodziło się to w systemowy model oligarchii. Każdy taki przypadek napotykał opór instytucji, mediów i opinii publicznej.

Co to oznacza dla Polski

Brak oligarchii w Polsce to rezultat specyficznych warunków historycznych i instytucjonalnych. Przepisy z 1981 roku, które wydawały się tylko przystosowaniem systemu komunistycznego, okazały się fundamentem rozproszonej własności. Silne związki zawodowe, choć dziś krytykowane, w latach transformacji pełniły funkcję ochronną — uniemożliwiały szybkie przejęcie majątku przez nomenklaturę.

Polska gospodarka wygrała na tym długoterminowo. Model, w którym sukces biznesowy nie zależy od powiązań politycznych, a oligarchowie nie kontrolują mediów ani aparatu państwowego, sprzyja zdywersyfikowanemu rynkowi i konkurencji. Badania pokazują, że powiązania polityczne w Polsce są raczej obciążeniem niż atutem — stanowią sygnał dla rynku, że dana osoba buduje majątek dzięki przywilejom, a nie kompetencjom.

To nie oznacza, że polska gospodarka jest wolna od wpływów politycznych czy nepotyzmu. Jednak skala i systemowość oligarchii obserwowanej na Wschodzie nigdy tu się nie zakorzenił.

Na podstawie: forbes.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.