Wydanie środa, 29 lipca 2026
Gospodarka, która napędza Polskę
Niezależny serwis informacyjny
Biz Dziennik Gospodarka, która napędza Polskę
Czytasz najnowsze wydanie
Biz Dziennik
Gospodarka

Polska przyśpiesza, ale zadłużenie rośnie szybciej. Gdzie gospodarka się kieruje?

Polska gospodarka rośnie najszybciej w UE, napędzana inwestycjami i konsumpcją. Jednak rosnący dług publiczny i malejący wpływ konsumpcji stanowią poważne…

Autor: Paweł Stępień, 29 lipca 2026
Detailed graph showing financial data trends, ideal for business and finance themes.
Fot. Arturo Añez. / Pexels · Pexels License

Polska gospodarka przyśpiesza szybciej niż większość krajów Unii Europejskiej, ale osiąga to kosztem rosnącego deficytu i długu publicznego, które mogą wkrótce wymusić trudne decyzje polityczne.

Polska rośnie szybciej niż cała Unia

Wzrost polskiego PKB w pierwszym kwartale 2024 roku wyniósł 3,5 proc. rok do roku, a prognozy na drugi kwartał wskazują na przyspieszenie do 3,8 proc. — podaje Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Żadna z dużych unijnych gospodarek nie osiąga takich tempa wzrostu. Prognoza na cały rok to 3,6 proc., podobnie jak w 2025 roku.

Takie wyniki to „potwierdzenie odporności polskiej gospodarki na zawirowania w otoczeniu geopolitycznym”, jak ocenia Maliszewski. Polska radzi sobie lepiej niż Niemcy czy Francja, mimo konfliktów na Bliskim Wschodzie i wzrostu cen ropy naftowej.

Skąd bierze się taki wzrost?

Napęd gospodarki pochodzi z trzech głównych źródeł. Po pierwsze, to inwestycje publiczne finansowane z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). W pierwszym kwartale ich realizacja utrudniana była niekorzystnymi warunkami pogodowymi — mroźną zimą — ale w drugim kwartale aktywność inwestycyjna wyraźnie się odbudowała.

Po drugie, konsumpcja prywatna wciąż stanowi filar wzrostu, choć jej wkład stopniowo się zmniejsza. Napędzana jest szybko rosnącymi wynagrodzeniami i hojnymi programami społecznymi. Konsumpcja publiczna — głównie wzrost wynagrodzeń w sektorze budżetowym, szczególnie w służbie zdrowia — również odegrała dużą rolę.

Po trzecie, solidny eksport rośnie pomimo dekoniunktury w Unii Europejskiej.

Jak polska gospodarka uniknęła inflacyjnego szoku?

Polska była jednym z krajów, które najbardziej ucierpiały w wyniku wzrostu cen energii po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jednak rząd wdrożył program osłonowy CPN, polegający na obniżkach podatków od paliw, który skutecznie wytłumił inflacyjny efekt tych zdarzeń.

AspektWartość
Koszt programu CPN dla budżetu5 mld zł (niższe wpływy podatkowe)
Udział paliw w koszyku inflacyjnymok. 5 proc.
Okres obowiązywania programuDo końca czerwca 2024 r.

Program miał jednak ukryty koszt: obniżki podatków pogorszyły stabilność budżetu państwa. Kierowcy zaoszczędzili na paliwach i przeznaczyć mogli te pieniądze na konsumpcję, co wsparło wzrost PKB. Od lipca program wygasł, a konflikt na Bliskim Wschodzie wrócił z „zwiększoną siłą” — choć w ostatnich tygodniach powrócono do zawieszenia broni.

Znaczenie programu osłonowego wykracza poza sam sektor paliwowy. Produkty rafinacji ropy naftowej wykorzystywane są w branży chemicznej, budownictwie, przemyśle farmaceutycznym i motoryzacyjnym. Ceny gazu zaś wpływają na koszt nawozów, a tym samym na koszty produkcji żywności. Dzięki CPN inflacja w Polsce była znacznie niższa niż mogła być.

Czy polski dług publiczny staje się problemem?

To jest najtrudniejsza część obrazu. Polska przyśpiesza gospodarczo, ale robi to, budując coraz większe zadłużenie. Grzegorz Maliszewski wskazuje, że „obok Rumunii przyrost naszego deficytu i długu publicznego w relacji do PKB jest najwyższy w całej UE”.

Tempo narastania długu może zaniepokoić inwestorów i agencje ratingowe. Agencje już w ubiegłym roku obniżyły perspektywę polskiego ratingu. W niepewnej sytuacji geopolitycznej wyższy dług publiczny oznacza wyższe oprocentowanie obligacji — droższe finansowanie dla państwa.

Ekonomista Banku Millennium ostrzega: „Zbliżamy się do momentu, kiedy będą musiały zostać podjęte działania w kierunku zacieśniania polityki fiskalnej”. To oznacza, że w niedalekiej przyszłości mogą przyjść cięcia w rozbudowanych programach socjalnych — tym samym, które teraz napędzają wzrost konsumpcji i PKB.

Co się zmieni w najbliższych latach?

Wzrost konsumpcji prywatnej — główny filar wzrostu w ostatnich latach — zaczyna tracić dynamikę. Płace rosną coraz wolniej, bezrobocie stopniowo rośnie, a prognoza dynamiki konsumpcji to około 3 proc. rok do roku. Centralna Projekcja NBP mówi o 3,1 proc. wzroście konsumpcji w 2026 roku, a prognozy z miesiąca na miesiąc są coraz niższe.

W tej sytuacji napęd gospodarce mają dać inwestycje publiczne. Oprócz KPO rząd uruchomił program SAFE dla polskiej zbrojeniówki. Jednak wydatki na zbrojenia mają ograniczoną moc wzrostu PKB — dynamika pojawia się tylko w czasie wydawania pieniędzy. Po zakupie sprzętu przez armię wartości dodanej z tego nie będzie. Potencjał wzrostu eksportu istnieje, jeśli krajowe przedsiębiorstwa znajdą zagranicznych kontrahentów.

Co to oznacza dla Polski i jej obywateli?

Polska gospodarka wykazuje zdumiewającą odporność w trudnych czasach. Wzrost 3,6 proc. rocznie to rezultat, z którego można być dumnym na tle Europy. Jednak ten sukces jest zbudowany na fundamentach, które mogą się okazać niestabilne.

Rosnący dług publiczny oznacza, że przyszłe pokolenia będą musiały spłacać dzisiejsze wydatki. Wyższa oprocentowanie obligacji skarbowych oznacza mniej pieniędzy na inwestycje i usługi publiczne. Malejąca dynamika konsumpcji prywatnej sugeruje, że gospodarka będzie musiała opierać się coraz bardziej na inwestycjach publicznych — ale te mają ograniczoną skuteczność wzrostu długoterminowego.

Ekonomista Maliszewski podkreśla, że do utrzymania odporności polskiej gospodarki w długim okresie niezbędne są inwestycje w transformację energetyczną i poprawę efektywności energetycznej. Jednak jego uwaga o doświadczeniach innych krajów jest ważna: zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii wcale nie obniża cen energii, bo system ponosi koszty utrzymania rynku mocy i infrastruktury. Z punktu widzenia gospodarki mogą to być zatem inwestycje bez realnej wartości dodanej — kolejny wydatek, który będzie musiał być sfinansowany z rosnącego długu.

Na podstawie: Business Insider Polska. Tekst opracowany redakcyjnie.